• Polish (Poland)
  • Italian (Italy)
 
Jesienny sezon degustacyjny rozpoczęty – Poznań 22.10.2011
There are no translations available.

Mnie jeszcze męczą skutki niedawno przebytej infekcji. Z. właśnie się nią ode mnie zaraził. Jesteśmy do niczego. Wiadomość od Andrzeja ożywia nas – w naszych skrzynkach mailowych pojawia się zaproszenie na kolejną degustację win do Poznania.

Tym razem wiodące mają być wina z Apulii (po włosku: Puglia) świeżo spenetrowanej przez Danusię i Andrzeja w drodze powrotnej z sardyńskiego rejsu Italianissimy. Szybka decyzja - jedziemy. Mamy motywację, żeby szybko wyzdrowieć. Mobilizujemy się tym bardziej, że pani prezes Hanna, której jesteśmy fanami od pierwszego wejrzenia, będzie nam towarzyszyć w podróży. Wyruszamy około południa ze słonecznego Gdańska. Jedziemy znaczną część trasy okropnie nudnym, jak stwierdziła Hania, odcinkiem czyli autostradą. Co za pech - takich nudnych kawałków obiecują nam coraz więcej…

Przybywamy na miejsce. W przedpokoju domku wita nas włoska flaga i szyld z krzykliwym neonowym napisem Ristorante (można takie nabyć we Włoszech drogą kupna i raczej nie radzimy zdejmować ich znad restauracji, bo południowcy mają gwałtowne charaktery i silne poczucie własności). Gospodarz Andrzej częstuje nas na wstępie różowym musującym winem z Apulii. Butelka wygląda niczym kolorowa letnia sukienka młodej Włoszki. Wino przegryzamy „papierem nutowym” - tak nazywa się cienki jak pergamin suszony chlebowy placek przywieziony z Sardynii. Popijając aperitif czekamy na brakujących gości - Andrzejowi przypadło jeszcze odszukać w rozkopanym, jak wiele innych miast w kraju, Poznaniu, nieco spóźnioną nie z własnej winy uczestniczkę spotkania, czyli wiceprezes Alinę.

No i teraz muszę się przyznać, że do napisania relacji z degustacji zostałam wytypowana omyłkowo. Włoskich nazw potraw nie znam i o winach wiem tyle, że albo one mi smakują albo nie. Nie znaczy to też, że z moimi odczuciami znawcy win by się zgodzili. Wino jest dla mnie towarzystwem do Towarzystwa i dobrego jedzenia. Z góry przepraszam Andrzeju, ale bohaterką przecudownego wieczoru w Waszym gościnnym domu czynię Gospodynię Danusię podziwiając jej starania i kolejne przepyszne dania towarzyszące winom. Działkę winną, mam nadzieję „obrobi” nasz italianissimowy ekspert Konrad, jeśli mu na to łaskawie zezwoli Juliusz Cezar, czyli niedawno narodzony synek Julek, którego po italofilsku ochrzciliśmy dumnym imieniem imperatora – Giulio Cesare. Kieruję Was moi mili na stronę internetową www.srodkowapolka.com/2011/11/tanie-wina-bez-tanin

Otóż na wstępie wjeżdżają na stół kolorowe bruschette: klasyczne skromnisie z pomidorami i bardziej wykwintne z truflami i anchois.

W tak zwanym międzyczasie Gospodarz proponuje pokazanie zainteresowanym swojej winnej piwniczki (jak mówią Ci, którzy ją obejrzeli – może być z niej dumny!) Ja natomiast proszę Gospodynię, żeby pozwoliła obejrzeć to miejsce, gdzie powstawały te wszystkie pyszności, którymi nas częstuje tj. kuchnię.

Zwiedzanie „newralgicznych” pomieszczeń domu Gospodarzy za nami i na stół wjeżdża waza z gorącą dyniowo - cytrusową kremową zupą, a w ślad za nią cała feeria antipasti rodem prosto z Włoch, jak również dania od początku do końca wytworzone przez Danusię, lecz inspirowane smakami zapamiętanymi z licznych podróży po Włoszech.

Tak więc zajadamy się kawałkami soczystych melonów otulonych różowymi płatkami prosciutto crudo, różnymi rodzajami salami, marynatami z papryki, cukinii i karczochów, sałatką z kolorowych oliwek, kaparów, cukinii i tuńczyka (pycha!) i serów prosto z Italii podanych w towarzystwie mostarda di frutta. Nawet pieczywo, którym przegryzamy te wszystkie doskonałości, pochodzi z Italii.

Przybywa też prosto z Warszawy spóźniony Konrad - smakosz i znawca win (w Warszawie był również na „służbowej” degustacji na zaproszenie kupców sieci Makro). Z jego opiniami o tych szlachetnych trunkach liczą się już osoby parające się sprzedażą win lub wchodzące na tenże rynek. My oczywiście zostaliśmy także uzbrojeni w długopisy i kartki, na których mamy się wypowiadać o kolejnych winach, z których jedne narodziły się we włoskich regionach, inne we francuskich. Andrzej serwuje dwa czerwone wina z Apulii, a później pijemy dwa francuskie przyniesione przez gości.

Około północy Gospodarze wnoszą dania ciepłe. Są to wybornie przyrządzone i pięknie podane potrawy mięsne z cielęciny. Pysznej pieczeni i kolorowej peperonacie towarzyszą sałatki z bobu (każde ziarenko rozebrane z łykowatej koszulki!) no i oczywiście wina włoskie. Jesteśmy uszczęśliwieni sytością, wypitymi zacnymi trunkami i wspaniałym towarzystwem.

Ucztę wieńczą słodycze (przecież musi być po włosku do końca) - raczymy się czekoladowym ciastem naszej hojnej gospodyni i profesjonalnie wykonanym specjałem Toskańczyków - panforte di Siena. Popijamy espresso i delektujemy się otwartą na koniec butelką wina z podsuszanych winogron (vino passito). Jest już środek nocy i szczęśliwi udajemy się na spoczynek.

Następnego dnia nie pozwalamy Gospodarzom zbyt szybko o sobie zapomnieć - wpraszamy się do nich na poranną gorącą kawę i żeby jeszcze raz podziękować za gościnę. W drodze powrotnej jedni (a dokładniej jeden) czują w nozdrzach zapach degustowanego wczorajszego wieczoru Chianti z 2005 roku; inni, a dokładniej inne, zapach dań, których nie sposób zapomnieć. Im dużej trwa podróż, z tym większą lubością wspominamy niekończące się odsłony wczorajszej biesiady.

Jeszcze raz Danusiu, Andrzeju, wielkie, wielkie dzięki! Kolejne przeżycie zapisujemy w pamięci, w tej części, w której przechowujemy najprzyjemniejszych wspomnienia.

Danka


1ristorante.jpg 2aperitivo.jpg
Ristorante Aperitivo
3piwniczka.jpg 4ekspert_1.jpg
Piwniczka Ekspert 1
5ekspert_2.jpg 6degustatorzy.jpg
Ekspert 2
Degustatorzy
7antipasti.jpg 8nasze_wina.jpg
Antipasti
Nasze wina
 
07_04_09_button.png
Aktualizacja: 2012-05-16

KreatyWWWni